Wylot z Vancouver. Lotnisko po raz kolejny mnie wpienia. Tym razem puścili lżejszą walizkę, a cięższą kazali przepakować. Tylko do czego, do cholery, skoro pierwszą już zabrali i oddać nie chcą????
Przepakowuję do plecaka. Oczywiście rzeczy, na które nikt w Polsce nie zwrócił uwagi, tutaj zostają skonfiskowane. Najgorsze jest to, że to były rzeczy z apteki, tutaj ich nie dostanę, a moja skóra wymaga specjalnego traktowania.
Przelot do Edmonton przebiega bez zakłóceń, ale jest niespodzianka: samolocik malusi w porównaniu z Boeingiem, ale miejsca jakoś nadspodziewanie dużo. Nagle Pani wchodzi i zasłania za mną zasłonkę. Okazuje się, że jakimś cudem lecę pierwszą klasą. Jakim cudem? Tego nie wie nikt. Jest przyjemnie. Strzelam fotki. I czuję, że jednak lubię latać. Między Vancouver a Edmonton jest pięknie i górzyście.